Literatura popularnonaukowa

Prorok objawiający prawdę naukową

   Książeczka Amira D. Aczela "Wahadło - Léon Foucault i tryumf nauki" opisuje jedno z rzadkich w dziejach wydarzeń, poświadczających w sposób niezbity wyjątkowość ludzkiego umysłu. Była ich garść zaledwie. Coś podobnej miary wydarzyło się, kiedy Eratostenes ok. 220 r. p.n.e. zmierzył wielkość Ziemi, kiedy na początku XV wieku formułował swą teorię Kopernik, czy też kiedy Ole Römer odkrył w roku 1676, że światło ma prędkość. Bowiem jest tak, że prawa natury są w istocie proste i dają się wyrazić matematycznie, tyle że ich prostota maskowana jest przez okoliczności drugorzędne. Ów kamuflaż jest wszakże niesłychanie trudny do pokonania - jedynie wybranym udaje się przełamać jego barierę. Obdarzeni są oni, swego rodzaju "iskrą Bożą". To dzięki nim doznajemy co jakiś czas swoistych "objawień", które są poza zasięgiem nawet najlepiej wyszkolonych profesjonalistów szczycących się najświetniejszymi tytułami akademickimi.
   Takim człowiekiem wyjątkowym był Léon Foucault. Autor przedstawił jego osiągnięcie na szerokim tle, tak historycznym, jak związanym z epoką i jej uwarunkowaniami, a nawet osobowością bohatera swej opowieści. Zrobił to w sposób miejscami omalże łopatologiczny, tak, by zrozumiał istotę sprawy nawet czytelnik nie za dobrze przygotowany merytorycznie. Dygresje są tu i ówdzie może nieco za szerokie, ale mają swój sens - poszerzają horyzonty.
   Autor tej sympatycznej książeczki nie ustrzegł się, rzecz jasna, odrobiny drugorzędnych nieścisłości - takich, że Bessemer nie wynalazł stali, tylko ją upowszechnił, że Watt nie był inżynierem, ale mechanikiem precyzyjnym, który wcześniej nigdy nie widział maszyny parowej (co właśnie dało mu szansę, bo nie był uwikłany w profesjonalną rutynę). Mnie wszakże bardziej boli to, czego nie powiedział. Przede wszystkim, że Arystoteles dlatego preferował system geocentryczny, że był racjonalistą - nie dostrzegał zmian w położeniu gwiazd stałych, więc odrzucił system heliocentryczny. Drobniejszą nieścisłością byłoby dodatkowe udokumentowanie otwartości Napoleona III na nowości naukowo-techniczne promowaniem przez dwór cesarski sztućców aluminiowych i barwników syntetycznych. Ale to są drobiazgi. Potrzebujemy na rynku wydawniczym następnych takich pozycji.
Prof. BOLESŁAW ORŁOWSKI - Instytut Historii Nauki PAN

Amir D. Aczel, Wahadło - Léon Foucault i tryumf nauki. Tłum. Danuta Czyżewska. Wyd. Prószyński i S-ka, 2007.
Stara proza

"Czytaj, czytaj Koteczku"

   Tymi słowami zachęcał ongiś Kisiel do lektury jednego ze swoich felietonów. Tak się jednak złożyło, że cenzura miała odmienne zdanie i część tekstów wielkiego i wielce dowcipnego myśliciela ludowej Polski znalazła się w obiegu dopiero po upadku komunizmu. W roku 1998 "Iskry" wydały tom pism publicystycznych Stefana Kisielewskiego, zatytułowany "Felietony zdjęte przez cenzurę". Książka obejmuje teksty pisane od lat 50. do 80.
   Kisiel znany jest szerokiej publiczności, jako postać z kulturalnego świata ówczesnej Polski. Ale Kisiel to także solidna i porządna marka, prawdziwe zjawisko i cud wcielony. Bo jak inaczej nazwać człowieka, który był: muzykologiem, świetnym pianistą i kompozytorem, pisarzem, kawalarzem i opiniotwórczą, jednoosobową instytucją w czasach, kiedy liczył się tylko kolektyw? Przede wszystkim jednak można go utytułować wyśmienitym felietonistą.
    I choć w jednym z tekstów stwierdzał: "(...) cała moja działalność w Polsce Ludowej polega na mówieniu w próżnię, sobie a muzom, do lampy", to jednak siła oddziaływania "kisielizmu" na życie kulturalne w peerelu była nieoceniona. Gdyby pokusić się o rzetelne przedstawienie, o czym Kisielewski pisał, potrzeba by minimum kilkudziesięciu stron. Tymczasem można jedynie powiedzieć, że pisał: o Polsce, o ludziach, którzy, chcąc nie chcąc, musieli się w tej ludowej ojczyźnie odnaleźć, o kretynizmie ustroju, o gryzipiórkach i literatach, o kulturze i "Kulturze", a nawet o pogodzie, choć jak zawsze przekornie i z podtekstem. Główną i chyba największą zaletą tych szkiców jest język, jakim są pisane. Znać w tym dobre ucho, znać dobry smak, a przede wszystkim: dowcip!
   "Raz na tydzień, gdy przychodzi do pisania felietonu, bardzo jestem skłopotany. Rzecz w tym, że konkurencja okazuje się zbyt silna: stanowi ją samo życie. Życie pisze u nas felietony, i to tak niewiarygodnie surrealistyczne i wyposażone w taką siłę komiczną, że wobec nich rubryka niniejsza wydaje się łagodnie szara, pozbawiona fantazji i satyrycznego rozmachu."
   I jak na takie dictum ma zareagować skromny czytelnik? Otóż, panie Kisiel, nie z nami te numery - życie życiem, a my potrzebujemy kogoś, kto nam je osłodzi dobrym piórem i odrobiną zdrowej i niczym nie skrępowanej ironii. O tak, ale w zaświatach nijak zmusić Pana do pracy nie można. Zatem zaproponujmy inne rozwiązanie: obywatele czytelnicy, po "Dzieła zebrane" Kisiela marsz! Jakieś kilka tysięcy stron się tego nazbierało...
JOLANTA GOMÓŁKA

Stefan Kisielewski, Felietony zdjęte przez cenzurę. "Czytelnik", Warszawa, 1998.

Powrót do strony głównej