Co Wy tam wiecie o informacji...
Wszystkie opisane poniżej doświadczenia, sprawiające wrażenie anegdot napisanych na użytek pewnego rodzaju niedowiarków, zaręczam - są autentyczne i zostały przeprowadzone w laboratoriach naukowych lub zanalizowane na podstawie wieloletnich obserwacji przedstawicieli świata zwierząt i potwierdzone przez kolejne naukowe gremia. Musicie w nie wierzyć. Tak, jakbyście dotknęli Chrystusowych ran palcami Tomasza. Wszystkie następujące po opisie owych doświadczeń dywagacje są moimi osobistymi przemyśleniami, powstałymi na ich bazie. W nie możecie nie wierzyć. Ale czy, rzeczywiście, nie chcecie?
W latach 20. XX wieku radziecki biolog, Aleksander Gurwicz wykonał takie sobie proste, by nie rzec - prostackie, doświadczenie. Nie wymagało ono aparatury ery dzisiejszej, więc pewnie dlatego mógł je zrobić. (Zarozumiałość dzisiejszych naukowców, nie szanujących dokonań swoich poprzedników, choć na nich przecież bazująca, jest zaiste niezniszczalna).
W odrębnych probówkach naukowiec umieścił
najzwyklejsze cebulki
(żeby było mądrze i naukowo - allium cepa): jedna z nich zarażona była wirusem charakterystycznej dla tej rośliny choroby, druga - nie. Kiedy probówki były szklane - nic się nie działo. Gdy zostały zamienione na kwarcowe, przepuszczające promieniowanie UV - zdrowa cebula "zaraziła się" od chorej, mimo że probówki były sterylne, zamknięte i w pewnej odległości od siebie. Wyniki Gurwicza potwierdził w roku 1928, późniejszy laureat nagrody Nobla 1971 w dziedzinie fizyki, otrzymanej za badania nad holografią - Dennis Gabor.
Rodak Gurwicza, G. Lachowski, w latach 30., jako pierwszy wskazał na elektromagnetyczne sprzężenie rezonansowe przy przekazywaniu informacji biologicznych.
Wkrótce jednak społeczność naukowa zapomniała o nich wszystkich, a wyniki doświadczeń uznano za nie dające się potwierdzić na obecnym stanie wiedzy.
Na wielu pokoleniach szczurów
przeprowadzono doświadczenie. Przez kilka lat żyły w klatkach, w których były dwa korytarze z wyjściami: jeden z nich jasno oświetlony, drugi ciemny. Zgodnie ze szczurzą naturą - szukając schronienia - pchały się właśnie do tego. Nie był to najlepszy wybór. Zostawały tam porażane nieszkodliwym, ale nieprzyjemnym prądem. Nie miały jednak odwagi wejść do jasno oświetlonego otworu drugiego korytarza. Brak pożywienia zmuszał je do tego - w końcu musiały tam wejść. Efekt doświadczenia polegał na tym, że w kolejnym pokoleniu ledwo narodzone szczury nie próbowały już wchodzić do ciemnego korytarza. Od razu wchodziły do jasnego.
W Anglii, w latach pięćdziesiątych, mleczarze zaczęli dostarczać mleko w kapslowanych butelkach, stawiając je na progu domów. Po jakimś czasie
sikorki niebieskie
"wyczaiły" sprawę, nauczyły się dziurawić kapsle i dobierać do mleka. Niezadługo nauczyły się tego sikorki w sąsiedztwie. Przypuszczano, że jest to naśladowanie podpatrzonych zachowań jednych ptaków przez drugie. Jednak po trzech latach okazało się, że wszystkie odmiany sikorek w całej Europie także potrafią dobierać się w ten sposób do mleka.
W telewizji angielskiej
wyświetlono kilka obrazków z tzw. ukrytą treścią. W plątaninie linii trzeba było znaleźć sensowny przekaz. Te same obrazki, oraz kilka zupełnie nowych, wyemitowała niemal w tym samym czasie telewizja na Antypodach. Okazało się, że odbiorcy programu w Australii dużo szybciej odszyfrowali te obrazki, które pokazywano w telewizji angielskiej niż te, które oglądali po raz pierwszy.
W połowie lat 50.
odkryto "akumulator" zasilający komórki nerwowe. Jest to różnica potencjałów między jonami wewnątrz komórek a jonami znajdującymi się poza komórkami. Napięcie wówczas powstające trwa około dwóch tysięcznych sekundy, ale to wystarczy, aby mózg tę wartość wykorzystał. Teorię tę (w ogromnym uproszczeniu przedstawioną) nazwano jonową teorią komunikacji międzykomórkowej.
W roku 1966, Santiago Ramoni i Camillo Colgi otrzymali nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za opracowanie atlasu połączeń nerwowych naszych zmysłów z mózgiem.
W roku 1981 rosyjscy naukowcy: W. Kaznaczejew i L. Michajłowa opublikowali pracę, w której opisali eksperymenty dotyczące przekazywania, odbioru i zapamiętywania informacji biofizykalnych w komórkach i organach.
W roku 1991, 63 lata po eksperymentach Gurwicza, dwaj niemieccy profesorowie fizyki ze słynnego Instytutu Maxa Plancka: Erwin Neher i Burt Sakmann otrzymali nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie dotyczące "techniki działania" jonowego toru informacyjnego. Zobaczyli jony w "akcji", jak przenikają śluzy komórkowych membran, niosąc informację o tym, co dzieje się w komórce, wprost do centrali, czyli do mózgu. Pozwoliło to na stwierdzenie, że ludzki organizm jest w stanie odbierać informację elektromagnetyczną z zewnątrz. A więc zewsząd: od komórki do czarnej dziury.

Pewne jest, że dzięki kolejnym doświadczeniom pokoleń
dysponujemy określoną wiedzą,
której nawet sobie nie uzmysławiamy, a która krystalizuje się w nas samorzutnie w określonych sytuacjach. Przechowujemy ją w magazynie podświadomości i wykorzystujemy dopiero, gdy zechce ona naszej świadomości ją przekazać. Skąd tę wiedzę bierze - to właśnie problem do rozwiązania. Próbując go rozwikłać, napisano mnóstwo mądrych książek i stworzono wiele teorii. Oto zaledwie niektóre z nich, znane nam wszak z literatury. Niekoniecznie naukowej.
KRONIKA AKASZY - kosmiczna księga, w której zapisano wszystkie wydarzenia od początku do końca świata. Niewiele możemy wpłynąć na tok wydarzeń - intuicyjnie wybieramy jednak ten właściwy korytarz z przeznaczonym dla nas losem. Podobnie - zapisana na liściach palmowych kartoteka każdego z nas w Banglahore, w Indiach.
KLEJNOTOWA SIEĆ INDRY - idea tworząca podstawę filozofii buddyjskiej. To sieć, w której na każdym złączu znajduje się kula, w której odbijają się obrazy wszystkich innych kul wchodzących w skład tej sieci. W każdej z kul odbija się cała sieć. Patrząc na jedną z nich widzimy wszystkie - Całość. Czyż nie jest to współczesna, opatentowana przez wiek XX, teoria hologramu? Wychodzi na to, że walnęliśmy jakiś plagiat.
REINKARNACJA - żyjemy w stałym cyklu, powracając na Ziemię i zdobywając doświadczenia, które owocują w kolejnych żywotach. Podświadomość zachowuje przykre doznania i nie pozwala ich powtarzać, nakazując intuicyjne ich unikanie. W ten sposób minione życia wytyczają jakby ścieżkę dla poruszania się w bieżącym. Stąd bierze się zjawisko "déja vu" - wrażenie, że kiedyś byliśmy już w podobnym miejscu lub w podobnej sytuacji.
ŚWIATY RÓWNOLEGŁE - współistniejące z nami, lecz istniejące w przyszłości. Fakt istnienia takiej możliwości coraz częściej potwierdzają znakomici współcześni fizycy ze Stephenem Hawkingiem na czele. Informacja z tych światów (znów sporadycznie) odbierana przez nas, pozwala przewidywać przyszłe wydarzenia i pamiętać przeszłe, choć przez nas osobiście nie przeżywane.
POLE MORFOGENETYCZNE - teoria współczesnego biologa, filozofa, Rupertha Sheldrake'a, twierdzącego, że cały bagaż dotychczasowych doświadczeń Przyrody zebrany jest w polu informacyjnym, istniejącym od zawsze i uzupełnianym przez kolejne ery funkcjonowania Wszechświata. Pole to jest z niezrozumiałych względów niedostępne dla śmiertelnika, choć sporadyczne przypadki kontaktowania się z nim (jasnowidzenie) każdą domniemywać, że jedynie nie potrafimy jeszcze w sposób naturalny korzystać z tego Kosmicznego Banku Informacji.
INGENEZA - pierwotna informacja "genetyczna" kodowana układami superstrun i cząstek elementarnych w jądrach atomów. Atomy ją zawierają, przenoszą i transformują. Odkrycie to stało się możliwe dzięki wcześniejszej teorii nieokreśloności mechaniki kwantowej atomów, stworzonej przez największych fizyków XX wieku. Dowodzi, że we Wszechświecie działa pierwotna informacja będąca głównym jego bodźcem rozwoju. Jako element niematerialny nie ma ona masy, a jej logony (kwanty logiki rozwoju) mogą być przenoszone dzięki elektromagnetycznej fali fotonów z prędkością światłą. Jej nośnikami są atomy, zaś tworzywem ich energii i materii są superstruny.
Wow, wow, wow.
Wszystko do jednego wora:
reinkarnacja i ingeneza.
Co ja na to poradzę: teoria superstrun jest w stanie wyjaśnić wszystkie zjawiska psychotroniczne. No, ale kto w to dziś uwierzy? Powiedzcie kiedyś wnukom, jak już wszystko będzie jasne i to się potwierdzi, że czytaliście coś takiego na początku XXI wieku w "MIESIĘCZNIKU POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ". Uznają mnie wizjonerem. Może jaki pomniczek postawią?
Struktura DNA jest podstawową cząstką wszystkiego, co żyje. Opierając się na tym założeniu, rosyjski uczony, Władimir Wiernadski, twierdzi, że cząstka ta musi w jednolity sposób odbierać wszystkie zewnętrzne bodźce informacyjne i w jednakowy sposób komunikuje się z pozostałymi oraz z komórkami, z których się składają. Jednym słowem komunikacja i wymiana informacji na poziomie komórki dotyczy całej naszej planety, tworząc jedno wspólne swoiste pole informacyjne.
- Współcześni naukowcy, analizujący zdalną wymianę bioinformacji i twierdzący jednocześnie, że dla jej odbioru potrzebne są odpowiednie narządy zmysłów, przypominają uczonych, którzy nie mogli pojąć oddziaływań grawitacyjnych i potrzebowali dla ich wytłumaczenia bezpośredniego sczepienia ciał - stwierdza inny Rosjanin, Wieniamin Puszkin.
Parę miliardów lat temu,
coś na tej Ziemi zaczęło żyć. Coś było niewielokomórkowe, prymitywne i wystarczała mu, hm, powiedzmy, świadomość, że jest i istnieje. Nie miało potrzeby dzielić się tą radosną wieścią z innymi. Zwłaszcza, że ci inni mogli w ogóle nie istnieć. Jakieś tam pierwotniaki stworzyły więc własny system komunikacyjny. W ślad za nimi poszły rośliny, potem zwierzęta. Każdy wyższy szczebel rozwoju wykształcił swój język porozumiewania się wewnątrz własnej grupy. Im bardziej rozrastała się kolejna grupa rozwojowa, tym bardziej wyobcowywała się z ogólnego systemu informacyjnego, który - jeden i jednolity - istniał na Samym Początku.
Taką teorię przedstawił Wiernadski, zyskując dla niej wielu zwolenników, a potwierdzenie znajdując we wszystkich mądrych księgach, które od początku mówiły, że cały świat składa się z podstawowych elementów, jak klocki "lego", i że wszystkie one mają te same właściwości, zatem wszystkie muszą być kompatybilne i rozumieć się nawzajem.
I znów, jak powracający leitmotiv, wraca pytanie: wszak o kosmicznej komunikacji wiedziano już przed tysiącami lat. Czyż nie było mowy o tym, że wszystko, co żyje, jest Kosmosem? I, że jako na górze, tak i na dole? Choćby w cytowanych już mądrościach Wschodu?
Nie jesteśmy sami. Tworzymy, jako Ziemianie, Część Większej Całości, choć nieco rozbitej i wzajemnie - według Wiernadskiego - wyobcowanej, która jednak jest w stanie porozumiewać się ze sobą, przekazywać informacje.
Nie zawsze są one kompatybilne z wzajemnymi oczekiwaniami, ale wszak są.
JĘDRZEJ FIJAŁKOWSKI
Fot. NASA/JPL-Caltech
Powrót do strony głównej